wtorek, 19 sierpnia 2014

Kartka z pamiętnika



Jestem dziś człowiekiem bez emocji. Bez emocji i motywacji. Niemoc twórcza popchnęła mnie w otchłań posegregowanych folderów, celem znalezienia czegokolwiek co nada się na post. Kopiuj, wklej, gotowe. Oczywiście, gdybym była bardziej pilna, przygotowałabym sobie jakiś tekst na tę ewentualność. Nie przygotowałam. Znalazłam coś innego. Wirtualną kartkę z mojego pamiętnika, z czasów... dawnych, albo jeszcze dawniejszych. O miłości, takiej do mężczyzny (no, musiało to być bardzo dawno). 



"Historia o marynarzu. 

Każdy z nas miał na pewno, chociaż raz, taką sytuację. Poznajesz kogoś, tylko z pozoru nieznajomego. Wszystko jest w nim obce, a jednak czujesz, jakby było od dawien uwielbiane. Czekasz z podnieceniem na moment, kiedy opuszkami palców będziesz mogła delikatnie gładzić jego skórę, poznawać topografię jego ciała, Całować szyję, zapamiętując zapach jego ciała. 

Jego ciało, nieznany, ale upragniony ląd. Tęsknisz, choć nigdy nie widziałaś i każdego dnia wyczekujesz momentu, w którym możesz usłyszeć to głupie „cześć Buraczku”. Czujesz, jak serce zaczyna Ci grać do rytmu jego słów, jak myśli tańczą Ci w głowie tworząc najpiękniejsze sny. Gdybyś tylko wiedziała co to jest miłość, gdybyś choć na chwilę uwierzyła w nią, czułabyś, że to jest to, co Tobą zawładnęło. Setki godzin przepisanych, , miliony minut przegadanych. 

Wierzysz we wszystko co opowiada, bo pokrywa się to z tym, czego pragniesz. Nie czujesz się obco w tej bajce, bo jest Twoja. Każdy jej wers napisany jest Twoimi snami. Zaczyna Ci brakować tylko jednego. Jego. Na chwilę. Na zawsze? Wypełniasz się myślami o nim. Śmiejesz się sama do siebie, bo wiesz, że lada dzień, będzie tylko dla Ciebie. Twój? 

To nie miłość. To to uczucie, kiedy zjesz tabliczkę czekolady. Dużo endorfin. Aż Ci nudno.. ale chcesz więcej i więcej i więcej... 

Nadchodzi dzień. Wyczekiwany, ale mimo wszystko ogarnia dziwnie podniecające uczucie strachu. Gdybyś miała gdzie – uciekłabyś. I nareszcie. Widzisz go. Swoja upragnioną tabliczkę czekolady. Dotykasz dłonią lekko szorstkiego policzka i zaczynasz całować jego usta. Twoje usta. Twoja kostka czekolady. Twój moment. Twój ukochany, Twój marynarz, wrócił do domu. Trzymasz go za rękę, bo zaczynasz się bać, że Ci ucieknie. Masz mu tyle do opowiedzenia, w końcu nie widziałaś go całe życie..."








Mam wrażenie, że z miłością do dziecka jest podobnie. Nieustająca potrzeba bliskości i to oczekiwanie na każdy nowy dzień, który przynosi nowe, często nieznane wcześniej emocje, odkrycia, radości i smutki. Justyna Koejlo ;)

5 komentarzy:

  1. Dziś też mam taki dzień. Postawiłam na lirykę - taką do dzieci. Twoja proza do marynarza przyprawia o ciarki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie uczucia, które próbujemy opisać, zawsze brzmią trochę... banalnie. Słodkie zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miłość do dziecka to też przecież takie trochę uzależnienie? Matka kocha wychowuje i spędza ze swoja pociechą cały czas- dziecko dorasta, a w oczach matki wciąż jest małe i takie samo jak przed laty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Cię czytać i tak samo bardzo lubię na Was patrzeć, zdecydowanie tak bardzo jak lubię czekoladę :) <3

    OdpowiedzUsuń

Jeśli podoba Ci się nasza przestrzeń, zostaw tu coś od siebie.

AddThis