niedziela, 25 sierpnia 2013

Spokojna podróż z dzieckiem?

To się nie ma prawa udać. I to nie, ze względu na Zu. Zu jest kochanym kompanem wszystkich wojaży. Niestety pani, którą ostatnio spotkałyśmy, dobrym towarzyszem nie była. 

Wsiadła do autobusu pewna kobieta. Niby niebrzydka, ale na szyi miała dziwny medalion, na głowie turban, pstrokatą sukienkę, a w rękach trzymała najnowsze wydanie "Wróżki", co sprawiało, że przeszył mnie zimny dreszcz, a cała moja uwaga zaczęła się skupiać na brodawce na jej czarownicowym nosie. Chyba takimi kobietami mnie straszyli rodzice, jak była mała. Dobra, była brzydka. 

Usiadła naprzeciwko nas. Zuza patrzy na mnie, na panią, a pani...

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Czy jesteś gotowy na miłość?

Czytam te głupie plotkarskie portale. W sumie jeden. Wiadomo jaki. Wybaczcie. 

Widzę wielkie baby boom  Gwiazdy i gwiazdeczki, celebryci i ich kierowcy, wszyscy, WSZYSCY zachodzą w ciążę. Wszyscy chcą mieć potomka, przedłużenie życia, radość z pieluch, albo najzwyczajniej w świecie, chcą na tym dziecku zarobić. 

piątek, 16 sierpnia 2013

Ażurkowa sukienka

Z tym chrztem to były przeboje. Nie raz, nie dwa, podchodziliśmy do tematu. Zawsze coś. Zwykle to samo. Szpital. O Panie, ileż my z tą służbą zdrowia (nie)przyjemności. Pamiętam pierwszą kłodę, którą nam rzucono w trakcie operacji "chrzest". Wirus okropny, święta w szpitalu i pożegnanie się z białą sukienką Zu. w środku zimy. Jedna z mam, mama super dzielnej pacjentki, ze zdziwieniem słuchała, jak mówiłam, że chciałam wtedy ochrzcić Zuzię. Ba! Wtedy to i tak było dla mnie za późno. Ona czekała kilka miesięcy - nie bez powodu oczywiście. Powód całkiem spory - dziecko na chrzest trzeba ładnie ubrać. Sąsiad patrzy, sąsiadka, wujek i ciotka, kuzynka musi zazdrościć, a mama musi zrzucić kilka kg, żeby wszyscy powiedzieli "Kochana, w ogóle nie widać, że urodziłaś". 

No nic. Nam też nie było dane, żeby Zuziaczka ochrzcić w miarę prędko. Nie dla sukienki. Dla zdrowia poczekałyśmy. Chociaż.. jeśli nawet dla sukienki. Warto było. 




niedziela, 11 sierpnia 2013

Chwila bez dziecka

Nie ma nic silniejszego niż nasza miłość. Nic. Każda rozłąka to ogromny ból. Uciekam od myśli, że nie ma jej obok mnie... z marnym skutkiem. Karmię swoją tęsknotę zdjęciami z naszych wspólnych chwil. Pomaga, na chwilę. Góra 30 sekund. Potem chcę jej coś powiedzieć... i nie mogę. Sięgam wtedy po telefon, dzwonię, mówię, że ją kocham, że tęsknie i, że lama, czyli mama w języku Zu., niedługo ją wytuli. Wtedy zwykle serce zaczyna mi pękać. Wychodzę ze znajomymi, wiem, że ja też tego potrzebuję. Uciekam od niebezpiecznych myśli i mówię "hej, będziesz lepszą mamą, jeśli w końcu odpoczniesz, choć jeden dzień!", bo mimo, że mam ogromne pokłady cierpliwości i miłości i nauczyłam się żyć bez snu i jedzenia, to czasami potrzebuję móc usiąść i wysłuchać swoich myśli, odgadnąć swoje potrzeby. Potrzeby kobiety, nie matki. 


AddThis