środa, 19 sierpnia 2015

(Nie)fit mama, cz. 2



To jest dobry moment, żeby zacząć pisać ten tekst. Przed sekundą otworzyłam szafkę        w kuchni. Wiedziałam, że są w niej słodycze. Miałam nadzieję, że tylko ogromne ilości skitelsów, na które nie mam ochoty. Pech i zły duch, krążący nad moją misją ‘zdrowego trybu życia’, chciały, żebym znalazła tam słoik…nutelli. Może jak usiądę to mi przejdzie. Albo przejdę się. Posprzątam. Posłucham muzyki… Nutella…


Jakiś czas temu, bardzo dzielnie, zaczęłam wdrażać do mojego trybu życia, znikomą aktywność. Wcześniej, mogłam się poszczycić ewentualnie podnoszeniem 12kg, biegiem za sprinterem na placu zabaw i leżeniem brzuchem do góry. Przyznam szczerze, dość nieskromnie, że na tym drugim polu, odnosiłam naprawdę niezłe rezultaty. (Piszę i ciągle myślę o Nutelli). Kupiłam karnet na siłownię, chodziłam nawet czasami na basen i zajęcia zorganizowane i ciągle udawałam stan: „JEZUSIE ENDORFINY”. Kija a nie endorfiny. Przychodząc na zajęcia, zawsze zastanawiałam się, czemu wszystkie baby przychodzą      z butelką wody, zamiast zimniusiej, lodowatej wręcz, pyszniutkiej coca-coli. Dostosowałam się. Umęczona i spocona, piłam te hektolitry wody. Jak zwierzę. Później karnet się skończył…. Zaczęła się sesja, jakieś wyjazdy, obowiązki i trylion innych wymówek. Nie miałam czasu. Żadna z nas nie ma.

Sport

Zauważyłam, że większą radość niż wszystkie zajęcia dla pań, sprawia mi trening siłowy. O bieganiu nie było mowy, bo nie umiem. Wciąż planuję się nauczyć, ale … nie mam czasu, mam nutellę i jakoś tak się nie składa. 5. Sierpnia, ponownie podjęłam ryzyko inwestycyjne  i zapłaciłam za miesięczny karnet na siłownię. Oprócz hajsu tracę jakieś 6h w tygodniu (2 w poniedziałek, 2 w środę i 2 w piątek). Chodzę ze znajomym, więc mogłabym to uznać za koleżeńskie spotkanie przy piwku, tylko pijemy wodę. Jak zwierzęta.

Dieta

Nie wiem jak się czują ludzie uzależnieni na odwyku, ale pewnie tak jak ja teraz. To jest jakiś kosmos. Ręce latają, myśli nieobecne, krążą gdzieś w okolicy tej cholernej nutelli... Dobrze, że jestem szczupła i nie muszę się odchudzać, bo moja dieta mogłaby mieć marne rezultaty. Ludzie mówią, że to nic ciężkiego, że na początku trochę boli, a później się o tym nie myśli. Nie wiem. Staram się nie jeść słodyczy już jakiś miesiąc, a dalej czuję jak dowożą do sklepu na dole świeże, ciepłe pączki. W niedziele wymyśliłam nawet pomysł na biznes – tort z dowozem. Jak pizzunia. Klikasz, płacisz, przychodzi. Generalnie, mimo że moja ‘dieta’ nie jest w ogóle rystrykcyjna – unikam białego pieczywa, makaronów, generalnie białej mąki, słodkich i przetworzonych rzeczy, to kuźwa czuję się jak w więzieniu. Czekam cały tydzień na czit dej (dzień oszusta), który jest w sobotę i celebruję go 3 dni. Chyba słabo.

Motywacja

Generalnie – robię to źle. Nie motywuję się w ogóle, nie wyznaczam sobie celów, nie dążę do nich. Wstaję rano, myślę sobie ‘o środa’, przypominam sobie, że to dzień na siłownię. Staram się przetrwać do 18.00, bo zwykle na tą godzinę idę udawać fit mamuśkę, przebieram się, dużo gadam, mało ćwiczę i wracam trochę szczęśliwsza do domu. Dobra, raz wyznaczyłam sobie cel – kupić karnet. Nie schudłam przy tym ani grama, więc stwierdziłam, że to przereklamowane. Później ktoś powiedział, że nie wystarczy zapłacić za miesięczne wejścia… ale jeszcze ćwiczyć. Nie uwierzyłam, drugi raz nabrać się nie dam. (Ale chodzę, chodzę. Zapłaciłam to trzeba.)

 Sposób myślenia


Obejrzałam setki vlogów na youtubie, przeczytałam tryliony wpisów i generalnie, jak widzę tych ludzi, którzy mówią, że ich życie zmieniło się na lepsze, odkąd nie jedzą czekolady, to mam wrażenie, że widzę członków jakieś tajnej sekty. Ręce same składają mi się do modlitwy, obok mnie pojawia się światłość i słyszę głosy „nie podążaj tą drogą, siostrą”. Nie wydaje mi się, żebym kiedyś przyszła i powiedziała – „cześć, jestem Justyna, nie jem czekolady od 30 dni, jestem uzależniona”. Jeśli kiedyś coś takiego mi strzeli do głowy, dajcie mi coś słodkiego do zjedzenia. Spadek glukozy działa na mnie tragicznie. 

Więcej demotywacji tutaj i tutaj

4 komentarze:

  1. Tak masz rację. Ludzie powoli zachowują się jak sekta. Trzymam za Ciebie mocno kciuki ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałem ostatnio przepis na naturalną, domową, mniej kaloryczną Nutellę - może to coś dla Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiłam taką "nutellę" o ile masz na myśli tą z przepisu ze śliwek i kakaa. Smakiem naprawdę przypomina oryginał, jedynie kalorii posiada pięć razy mniej :)
      Serdecznie zapraszam na forum strony http://mymamy.pl, można podyskutować tam na różne tematy, m.in. sprawy parentingowe oraz sprawy kulinarne! :-)

      Usuń

Jeśli podoba Ci się nasza przestrzeń, zostaw tu coś od siebie.

AddThis